Climbing up my stairs, one, two.

Opublikowany w mój świat wiruje, nic śmiesznego, życie by lubczanski w dniu październik 13th, 2007

Ok, dzisiaj wyjątkowo bez zdjęcia, ale też nie było czasu, aby takowe zrobić.

Jeśli myślicie, że półmetek był fajny - mylicie sie. Był zajebisty (”o ja jebie!”).Jeśli powiem, że tańczyłem na barze - uwierzycie? Ja też nie mogłem, ale przyjąłem to do wiadomości.

Co do 18 - było fajnie, ale pewnie się rozkręciło gdy wyszedłem, takie moje szczęście (Janek, jakoś podrzucę Ci zdjęcia, tylko nie ogarniam się jeszcze. Daj mi trochę czasu.)

Jeśli potrzebujecie ciszy - wyjdźcie na ulicę o drugiej w nocy. Uważajcie tylko na lisy (tak, na pewno go widziałem, nie, to nie był pies).

Wiadomości: Moja galeria na Deviantarcie pobiła 3 tysiące wejść. Fajnie.

Polecam : Skeeva i BladeRenarda

To tyle. Trzymajcie się ramy.

Who the fuck I am on Friday night?

Opublikowany w muzyka, mój świat wiruje, ptasie mleczko, życie by lubczanski w dniu wrzesień 29th, 2007

Ok. Doszły mnie głosy, że stosuje skróty myślowe. I jest to prawdą.

Przepraszam.

Ale trudno jest napisać coś sensownego, kiedy łeb boli się tak, jakby przetoczyła się po nim paczka Ptasiego Mleczka.  Naprawdę, nie jedzcie więcej niż opakowanie w przeciągu 15 minut. I nie kładźcie się później spać.  A wtedy wszystko wygląda tak:

Jej, zaraz zwymiotuję. Cóż, życie.

BTW. Znacie jakieś opuszczone budynki? Przydałoby się wrzucić coś nowego na digarta. Albo Deviantarta.

Chyba, że chcecie, aby znalazł się tam wasz portret. W obu przypadkach, dajcie znać.

BTW. Jeśli cierpicie tak jak ja, ukojenie znajdziecie w Nouvelle Vague, Cat Power albo CocoRosie, którą poleca B., ale zastrzel mnie - nie zdążyłem wsłuchać się dokładnie.

No, to tyle.