Take it or leave it.

Tak, tak. Miles Davis na winylu. WInylu. W-I-N-Y-L-U. To takie duże, czarne cd dzieciaczki. I nie, nie odtworzycie tego na swoim ajpodzie. Dźwięki prosto spod igły, dosłownie. Jak się nie ma głośników to tak jest.
Aha, i nie robimy clubbingu w poniedziałek. Bo albo pusto, albo zajęte, lub co gorsza zamknięte.
I słyszałem, że los decyduje jaką drogą idziemy, ale sami decydujemy o tym kim jesteśmy. Coś w tym jest, szkoda tylko, że sami nie potrafimy zdecydować kim do kurwy nędzy jesteśmy. To trochę irytujące. A nawet bardzo.
Freddie Freeloader dla państwa.
o cholera…
masz odtwarzacza na winyle?
a ja sobie winyla oprawie w antyrame i powieszę na ścianę i co? hę?
kalinan
październik 28, 2008 at 8:54 pm
odtwarzacz :D pokolenie mp3 :D
zapomniałem ze nikt nie jest anonimowy i mi cytat podkradłeś ;P no ale nie gniewam się :D
banano
październik 28, 2008 at 8:58 pm
dobry fotograf?? to Ty :* za te foty bede CI wdzieczna az do…??? nastepnych;) Mort Mordo Ty Moja;)
Twoja Bogini
październik 30, 2008 at 4:36 pm
-_-”
lubczanski
październik 30, 2008 at 4:50 pm
buhahaha dawaj sesje mistrzu :D
banano
listopad 1, 2008 at 8:21 pm