Archiwum dla październik 2008
Take it or leave it.

Tak, tak. Miles Davis na winylu. WInylu. W-I-N-Y-L-U. To takie duże, czarne cd dzieciaczki. I nie, nie odtworzycie tego na swoim ajpodzie. Dźwięki prosto spod igły, dosłownie. Jak się nie ma głośników to tak jest.
Aha, i nie robimy clubbingu w poniedziałek. Bo albo pusto, albo zajęte, lub co gorsza zamknięte.
I słyszałem, że los decyduje jaką drogą idziemy, ale sami decydujemy o tym kim jesteśmy. Coś w tym jest, szkoda tylko, że sami nie potrafimy zdecydować kim do kurwy nędzy jesteśmy. To trochę irytujące. A nawet bardzo.
Freddie Freeloader dla państwa.
Całe to pieprzone miasto.
Wystarczył weekend, żebym zrozumiał o co chodzi, kim jestem, czego oczekuje.

Rozmowa o pierwiastkach za którymi się tęskni, współczynnik “wow” sobotniego krótkiego jam session, “całe to pieprzone miasto człowieku”…
Dzięki : )
oye como va means hey how’s it going
mi ritmo means my rhythm
bueno pa gosar means is good for partying
mulata means babe