Złocenie maski pękło odsłaniając zgniliznę pod spodem.

Na początku tygodnia jestem jak żywy trup. Czas albo się dłuży, albo niemiłosiernie zapierdala. Nie wiem co się dzieje, od budynku do budynku, przesiadki z tramwaju w tramwaj. Dopiero w środę myślę.
EDIT:
Siedemnaście liter
Kiedy Koźlak uderzył do głowy, po prostu lepiej się rozmawiało.
Bóg nagle okazał się Tobą, mną, a jeden murzynafroamerykanin stwierdził, że mieszka u niego w wiosce.
W każdym razie, jeśli twoje życie jest gdzieś zapisane i można odczytać je z kartki, jakbyś się z tym czuł?
Może życie rozdziela się jak piorun? Jedna rzeczywistość to ta, w której gonisz auto przed sobą i pakujesz się w wyjeżdżającego kapelusznika z podporządkowanej, a druga to spokojny przejazd bez świadomości zagrożenia.
Cholera.


Kasia powiedziała, że lubi moje zdjęcia takimi jakie są, więc przypomniałem sobie o aparacie.